Kawa, stres i śrubokręt
Pewnego poranka, zamiast napić się kawy z ekspresu, przywitał mnie przeraźliwy zgrzyt dobiegający z młynka. Kawy tego dnia nie było za to wieczór spędziłem na rozkręcaniu ekspresu i wyciąganiu ciała obcego z młynka, które trafiło tam z paczki Lavazza Crema e Aroma. To nie było ziarenko kawy, tylko twardy element, który zablokował mechanizm. Na szczęście udało mi się go usunąć i samodzielnie naprawić ekspres, ale kosztowało mnie to sporo nerwów i cały wieczór.
Szczerze współczuję każdemu, kto nie ma smykałki do napraw, bo wtedy skończyłby w serwisie z niemałym rachunkiem. A w zamian? Lavazza przysłała mi dwie paczki kawy. Serio. Dwie paczki za zablokowany młynek, stracony czas, stres, kilkanaście maili i konieczność siedzenia w domu, żeby kurier odebrał resztę kawy i tajemniczy obiekt. To zakrawa wręcz na brak szacunku. Trudno mi uwierzyć, że nie wiedzą, ile co kosztuje – zwłaszcza że ich kawa do tanich nie należy.
Komunikacja z Lavazzą była w miarę sprawna, a sama kawa, gdy nie zawiera niespodzianek smakuje dobrze. Ale po tym doświadczeniu? Dzięki, Lavazza, ale to już koniec naszej znajomości.
Dwie gwiazdki za dwie paczki. Choć szczerze mówiąc, powinna być jedna i myślę, że dobrze o tym wiecie. I powinniście mieć polski formularz kontaktu na stronie.


